(3) Summer notes, ilustrowane
Siódmy tydzień leżenia w słońcu. Zimna szklanka i pękające kostki lodu. Koc na wiecznie wilgotnej trawie i te same pięć stron książki, w kółko. Dni pachną skoszoną trawą, wieczory- koszmarnym grillem sąsiada. Czasem bobem na kuchence, czasem jak maliny z papierowego koszyczka. Kwiaty kopru i lawenda. W końcu, jak upragniony deszcz w upale.
Po zachodzie, stolik na zewnątrz. Rozmowy o planach, karafka i pięć kieliszków. Znowu jesteśmy razem, znowu mamy czas. Znowu obiecuję, że odwiedzę Cię za granicą, w mieszkaniu które wynajmiesz od jesieni. Weźmy jeszcze karafkę, w końcu cały czas jest gorąco. Idźmy jeszcze się przejść, w końcu o trzeciej zacznie robić się jasno.
Pobudka o czwartej. Śpiew kosów i mgła za uchylonym oknem. Wrząca kawa, zapięta walizka, paszport w bocznej kieszeni. Taksówka leniwie posuwa się w kierunku lotniska. Wschodzące słońce, które razi nawet przez zamknięte powieki. Jedziemy przez miasto, ciche, puste. Przez chwilę wydaje mi się, że nie będę tęsknić.
Wchodzimy, powoli, najpierw po kolana. Dobrze wiem, że nie zanurzę się przed tobą. Dopiero kiedy usłyszę, że się śmiejesz i płyniesz w stronę horyzontu. Nie chcę zostać w tyle. I tak wiemy, że zmęczę się szybciej i wyjdę suszyć mokre włosy na słońcu. Mamy tylko jeden ręcznik, który zresztą jest pełen piasku. To nic. Połóżmy się i posłuchajmy. Fal, mew, przenośnego radyjka sąsiadów. Trochę od niechcenia, trochę celowo nie wytrzepię swoich rzeczy przed powrotem.
Siódmy tydzień leżenia w słońcu. Już trochę nie chcę, ale nie przestanę. Za dwa miesiące będę przecież o tym śnić.
Rysunki Julii Grochowalskiej @_jgrochowalska.